wtorek, 9 stycznia 2018

5. Dziennik życia - Wycieczka?

Zaczęło się od tego, że wstałam (nie zaspałam!) za pierwszym budzikiem (!). Na śniadanie zjadłam jajecznicę ze szczypiorkiem i popiłam herbatą. Następnie ubrałam się, umyłam zęby, uczesałam się i około godziny 7:20 byłam gotowa do wyjścia. Jednak nie było tak kolorowo, bo musiałam iść pieszo, a na dodatek mój termometr pokazywał minus pięść stopni, ale odczuwalne było chyba minus dwadzieścia.

W szkole

Tego dnia w szkole akurat nie było My Sister, czyli dobrze wam znanej Oli, lecz za to inne dziewczyny ciepło mnie przywitały po wczorajszym nieobecnym dniu. We wtorki jak zawsze mam pierwszą religię. Na lekcji Pani  wystawiała oceny na półrocze.przez  Następnie była matematyka. Mieliśmy omówienie kartkówki z pisemnego odejmowania. Tak jak czułam, poszło mi dobrze, bo dostałam 6. Ćwiczyliśmy również pisemne mnożenie. Potem lekcja W-F. Na lekcji pierwsza była oczywiście rozgrzewka, a następnie graliśmy w siatkówkę. Ogólnie rzecz biorąc, to było bardzo fajnie. Kolejna lekcja to historia, na której omawialiśmy polskie legendy. Przyszedł czas na ostatnią lekcję. Moją ulubioną lekcję. Nie zgadniecie. Polski. Na przerwie spotkało mnie duże zaskoczenie. Pani powiedziała, że za udział w konkursach mogę pojechać na wycieczkę do Rosji. Powiedziałam, że porozmawiam w domu z rodzicami i jutro przedstawię moją decyzję. Lekcja byłą bardzo przyjemna. Uczyliśmy się budowy opisu. Oczywiście w najmniej spodziewanym prze ze mnie momencie usłyszałam dzwonek na przerwę. Jako, iż była to nasza ostatnia odmówiliśmy modlitwę.  Po odmówionej modlitwie spakowałam się i wyszłam z moją koleżanką - Julką. Udałyśmy się do szatni razem z resztą klasy, przebrałyśmy się, i każda z nas poszła w inną stronę. Wyszłam ze szkoły, gdzie czekała na mnie mama i poszłam razem z nią do domu, opowiadając w międzyczasie o moim dniu w szkole, i o tym, że jest wycieczka. W sumie to dalej nie wiem, czy na nią pojadę, czy nie.

W domu

Gdy wróciłam do domu, pierwsze co zrobiłam, to oczywiście zdjęłam buty, kurtkę i czapkę i następnie udałam się do mojego pokoju, gdzie odrobiłam część lekcji, a dokładnie z matematyki. Około 12:45 mama zawołała mnie na obiad. Zjadłam go z wielką chęcią, ponieważ był schabowy i zupa pomidorowa, czyli jedzenie, które uwielbiam. Po skończonym posiłku pobawiłam się z Kampim, który jak zawsze przede mną uciekał, więc musiałam go ganiać po całym mieszkaniu. W międzyczasie mój tata wrócił z pracy. Ja po wyczerpującej zabawie z moim pupilem postanowiłam trochę się zrelaksować i poprzeglądać YouTube'a, lecz nie było tam nic ciekawego, więc po prostu wróciłam do odrabiania  lekcji. Nie obyło się także bez rozmów z Olą i przesyłania jej lekcji, ale zostawmy to. Po odrobieniu lekcji spakowałam plecak na jutro i postanowiłam spędzić trochę czasu z rodzicami. Teraz, gdy do was to piszę siedzę wygodnie przy komputerze i popijam herbatę.

1 komentarz: