środa, 17 stycznia 2018

7. Dziennik życia - Teatr i śnieg

Hej! Na wstępie powiem... hmm... co ja powiem? W sumie, to nie wiem co, więc zapraszam do czytania!

***

Dzisiaj jest dla mnie szczególny dzień (no może nie aż tak szczególny), bowiem jadę na wycieczkę do teatru. Niestety musiałam wcześnie wstać, bo wyjazd był zaplanowany na 7:40. Ale od początku. Wstałam chyba już o 5:50. Zjadłam z rodzicami pyszne śniadanie, przyszykowałam się do szkoły i o 7:20 byłam w drodze do szkoły.

W szkole

Oczywiście weszłam do budynku przez duże szklane drzwi...bla bla bla. Czekałam na korytarzu na moje koleżanki. Po chwili zjawiła się Julka, a parę minut po niej Ola. Niestety mieliśmy lekkie opóźnienie, bo kilka dzieci się spóźniło, ale wreszcie wyruszyliśmy. Wyszliśmy ze szkoły i udaliśmy się w stronę autobusu.  Zajęłam oczywiście miejsce z Moją Siostrą. Siedziałyśmy po prawej stronie, jakoś tak po środku. Jadąc oczywiście cały czas rozmawiałyśmy, jak to dziewczyny. Droga minęła nam bardzo szybko. Razem z całą moją klasą (i innymi dwoma) i dwoma Paniami Nauczycielkami (naszą Panią od języka polskiego i Panią od polskiego innej klasy) wyszliśmy z autobusu i udaliśmy się w stronę dużego budynku. W sumie nie był to prawdziwy teatr, a tylko Dom Kultury (czy jak to się nazywa), ale co tam. Gdy weszliśmy do budynku i znaleźliśmy odpowiednią salę, zajęliśmy swoje miejsca i zdjęliśmy kurtki. Po chwili zaczął się spektakl pod tytułem "Akademia Pana Kleksa". Oglądając dużo się śmiałam, podobnie jak chyba cała sala. Po skończonym spektaklu zaczęliśmy głośno klaskać. Oczywiście ubraliśmy się i wyszliśmy z Domu Kultury (czy czego tam). Gdy tylko znaleźliśmy się na podwórku, autobus już na nas czekał. Od razu się do niego udaliśmy, ponieważ (jak to w zimie) było zimno. Zajęliśmy swoje miejsca, a autobus ruszył. Nie obyło się bez jedzenia chipsów i rozmów z przyjaciółmi. Tym razem droga minęła mi nieco wolniej (to na pewno magia), chyba przez te wszystkie korki na drodze. Do szkoły wróciliśmy na czwartą lekcję, czyli matematykę. Oczywiście ćwiczyliśmy działania pisemne. To chyba stało się już tradycją. Na długiej przerwie grałam z moimi koleżankami w "butelkę". Taką nieco udawaną, ale w butelkę. Następnie był polski. Oczywiście jako, iż to z Panią od polskiego jechaliśmy do teatru, to właśnie na lekcji omawialiśmy ten spektakl. Ostatnia była godzina wychowawcza. Oglądaliśmy na niej różne krótkie filmy. Po dzwonku udałam się do szatni, gdzie się przebrałam i wyszłam ze szkoły wraz z Moją Siostrą. Jak to ja wzięłam w ręce śnieg i zaczęłam ją gonić tak, że sama się przewróciłam. Całe szczęście, że nie twarzą w śnieg:)

W domu

Po powrocie do domu zjadłam obiad (jeśli chcecie wiedzieć, to miałam rosół i kurczaka), opowiadając rodzicom o ekhm ekhm... teatrze. Po skończonym obiedzie odrobiłam lekcje, a następnie pobawiłam się z Kampim i wyprowadziłam go na spacer. Żebyście widzieli, jak się cieszył na widok śniegu. Wróciliśmy do domu cali zziębnięci i mokrzy, ale według mnie było warto. Kampiego owinęłam w koc i położyłam go na kanapę, aby się zdrzemnął. Ja sama zmieniłam ciuchy na czyste i suche i napiłam się ciepłego kakao.

***
 
Na tym chyba skończę mój kolejny post z serii Dziennik życia. Ja tymczasem idę spać!
Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz