wtorek, 16 stycznia 2018

6. Dziennik życia - Kolejny dzień szkoły :)

Na wstępnie chciałabym Was przeprosić, że tak długo nie było postów, ale były pewne... ekhm ekhm... problemy techniczne. Bez dłuższego przeciągania zapraszam Was do przeczytania!

***

Jak zawsze oczywiście - musiałam zaspać. Ale jednak się nie spóźniłam. Zacznijmy może od początku. Wstałam ok. o godzinie 6:30. Po przebudzeniu się poszłam do kuchni, gdzie zjadłam z rodzicami pyszne śniadanie. Następnie oczywiście umyłam zęby, ubrałam się i uczesałam. O 7:35 siedziałam już w samochodzie i byłam w drodze do szkoły.

W szkole

Oczywiście pierwsze, co zrobiłam po wejściu do budynku to udanie się do szatni i zdjęcie kurtki, czapki, butów i wszystkich tych ubrań. Następnie udałam się na pierwsze piętro budynku (oczywiście przed lekcją porozmawiałam trochę z Olą i innymi dziewczynami), gdzie miałam pierwszą lekcję - religię. Na lekcji mieliśmy napisać Modlitwę Wiernych. Następna lekcja to matematyka. Bardzo mi się podobało, bo ćwiczyliśmy działania pisemne, co jak już pewnie wiecie według mnie jest bardzo przydatne. Później był W-F. Oczywiście pierwsza była rozgrzewka, a potem mieliśmy "mini tor przeszkód", czyli: było 5 konkurencji-pierwsza z nich to rzucanie piłki lekarskiej, następna to robienie świecy, trzecia konkurencja to leżenie na brzuchu na ławce i podciąganie się (?) nie wiem jak to opisać. Czwarta konkurencja to brzuszki, a ostatnia to skoki na skakance i kręcenie hula-hop. Lekcja minęła mi bardzo przyjemnie i niestety szybko. Moja czwarta lekcja w tym dniu to historia, na której byłą kartkówka z ostatniego tematu (bardzo z resztą łatwa), a następnie mieliśmy temat powtórzeniowy. Ostatnia lekcja w tym dniu to język polski. Omawialiśmy wiersz pt. "W klasie" Jana Twardowskiego. Wiersz jest według mnie bardzo śmieszny i ciekawy. I oczywiście w najmniej spodziewanym momencie zadzwonił dzwonek. Jako, iż była to nasza ostatnia lekcja to odmówiliśmy modlitwę, i dopiero wtedy zeszliśmy do szatni, aby się ubrać. Oczywiście pożegnałam się z przyjaciółmi i wyszłam ze szkoły.

W domu

Pierwsze, co zrobiłam po powrocie do domu to oczywiście zdjęłam kurtkę, buty, i poszłam do mojego pokoju, gdzie odrobiłam część lekcji. Około godziny 13:00  mama zawołała mnie na obiad. Po zjedzonym obiedzie pobawiłam się trochę z moim psem - Kampim. Jak zwykle ganiałam go po całym mieszkaniu, bo nie chciał dać mi piłki. No cóż... posiadanie pupila wymaga poświęceń. Po jakże wyczerpującej zabawie postanowiłam odrobić lekcje. Było ich całkiem sporo. Skończyłam dopiero 0 16:30. Następnie zjadłam podwieczorek, napiłam się herbaty i pograłam trochę w simsy. Hmm... co tu jeszcze napisać? Jutro mam wycieczkę do teatru, także spodziewajcie się ciekawszego posta!

***

Miłego dnia/wieczoru/nocy!

1 komentarz: